Grzy­by proz­dro­wot­ne

Przy­ro­do­lecz­nic­two z tra­dy­cją odkry­te na nowo

W czę­ści pierw­szej opi­sa­no 12 naj­waż­niej­szych, naj­le­piej zba­da­nych i naj­dłu­żej wyko­rzy­sty­wa­nych lecz­ni­czo grzy­bów, m.in. w kul­tu­rach azja­tyc­kich i medy­cy­nie klasz­tor­nej. Dru­gą część książ­ki zaj­mu­ją opi­sy kil­ku­dzie­się­ciu scho­rzeń i moż­li­wo­ści wyko­rzy­sta­nia grzy­bów proz­dro­wot­nych w celach pro­fi­lak­tycz­nych i do wspo­ma­ga­nia lecze­nia aka­de­mic­kie­go lub bez­po­śred­nie­go lecze­nia grzy­ba­mi.

Lecze­nie grzy­ba­mi się­ga swo­imi korze­nia­mi neo­li­tu. W kul­tu­rach azja­tyc­kich już przed wie­ka­mi sta­ło się ono sta­łym ele­men­tem medy­cy­ny. Tak­że w medy­cy­nie klasz­tor­nej grzy­by były środ­kiem lecz­ni­czym wyko­rzy­sty­wa­nym na rów­ni z zio­ła­mi. Słyn­ny Ötzi miał ze sobą grzy­by lecz­ni­cze pod­czas swo­jej ostat­niej wypra­wy, co pośred­nio wska­zu­je, jak były one waż­ne w ówcze­snej kul­tu­rze. Wie­dza potocz­na nie mia­ła pod­staw nauko­wych, ale mia­ła wyso­ką pozy­cję w prze­ka­zy­wa­nej mię­dzy­po­ko­le­nio­wo tra­dy­cji. Medy­cy­na aka­de­mic­ka w swym roz­wo­ju pomi­nę­ła począt­ko­wo myko­te­ra­pię. Dopie­ro nie­daw­no, trud­ne i cza­so­chłon­ne bada­nia potwier­dzi­ły nauko­wo wie­le z prze­ka­zy­wa­nych w daw­nych cza­sach infor­ma­cji o wła­ści­wo­ściach proz­dro­wot­nych grzy­bów. To dobrze roku­je myko­te­ra­pii, któ­ra będzie iść za zio­ło­lecz­nic­twem włą­czo­nym już do medy­cy­ny ofi­cjal­nej. Grzy­bo­lecz­nic­two, podob­nie jak zio­ło­lecz­nic­two zna­la­zło sobie miej­sce w kul­tu­rze medycz­nej i sta­je się jed­ną z metod pro­fi­lak­ty­ki proz­dro­wot­nej, tym bar­dziej, że coraz wię­cej spo­łe­czeń­stwo prze­sta­je być grzy­bo­fo­bicz­ny­mi. Grzy­by oka­za­ły się być war­to­ścio­wy­mi skład­ni­ka­mi die­ty dla wszyst­kich. A wege­ta­ria­nie czy wega­nie powin­ni szcze­gól­nie dokład­nie poznać kró­le­stwo grzy­bów.

Powyż­szy opis pocho­dzi od wydaw­cy.